Główna » Fiordy Zachodnie – Latrabjarg

Fiordy Zachodnie – Latrabjarg

by Mario

Fiordy Zachodnie – 287 km do Grenlandii, najdalej wysunięty punkt Europy na zachód – Latrabjarg. To nasz dzisiejszy cel. Tym razem udało się nam wyjechać umiarkowanie wcześnie – Isafjordur opuściliśmy tuż po 10:00. Dzień wcześniej od dziewczyny spotkanej w Braedraborg dowiedzieliśmy się, że droga, którą zamierzamy dotrzeć do Latrabjarg została otworzona tydzień wcześniej. Przy okazji poleciła nam „dziki” basen geotermalny w pobliżu Fos.

Gęsi na główej drodze na fiordach Zachodnich
Fiordy Zachodnie rządzą się swoimi prawami
ogromna zaspa na szutrowej drodze - Fiordy zachodnie maj
Fiordy Zachodnie niezmiennie nas zaskakują
ogromna zaspa na szutrowej drodze - Fiordy zachodnie maj
Drogę otworzyli tydzień wcześniej
Basen z gorącą wodą w Fos

DROGA PRZEZ FIORDY ZACHODNIE

Droga jest spektakularna. Przede wszystkim wiedzie przez kilka długich tuneli, niektóre składają się z jednego pasa (droga jest dwukierunkowa), co szczerze powiedziawszy wzbudzało w nas pewne emocje. Widok świateł samochodu jadącego wprost na nas bez możliwości ucieczki w żadną stronę nie należał do przyjemnych. Jednym z ciekawszych tuneli jest ten, w którym znajduje się rozjazd :-).

amerykański barak wojskowy na obrzeżach Isafjordur
Żegnamy się z Isafjordur
Fiordy Zachodnie - Islandia maj
Natura w czystej postaci – Fiordy Zachodnie
Znak ostrzegający przed potworami morskimi - Fiordy Zachodnie
Uwaga na morskie stwory – Fiordy Zachodnie to jedna wielka legenda

Nie tunele jednak wzbudziły w nas podziw. Zrobiła to ta dopiero co otwarta droga i śnieżne zaspy. Pierwszy raz w życiu widzieliśmy taką ścianę śniegu. Musieliśmy sobie zrobić zdjęcie :-). Reszta naszej drogi to ponownie nic co wcześniej mogliśmy zobaczyć na Islandii, szczególnie przed samym końcem naszej trasy. Niesamowite złotoróżowe, ogromne plaże, tak plaże :-). Pierwszą naszą myślą było to, czy ktokolwiek, kiedykolwiek próbował tam plażować?! Jak później stwierdziliśmy, przy tak silnym wietrze byłoby to ekstremalne doświadczenie.

FIORDY ZACHODNIE – LATRABJARG

Nad samą plażą droga jakby częściowo znika. Dobrze, że dzieje się to w pobliżu jakichkolwiek domostw. Krótkie pytanie zadane spotkanemu na podwórku jednego z domów mężczyźnie, „Którędy w stronę urwiska?” szybko pozwoliło rozwiać nasze wątpliwości. Miły pan gdy zobaczył, że jedziemy z Manią ostrzegł nas, z poważnie śmiertelną miną, żeby bardzo uważać. Początkowo nie wzięliśmy sobie jakoś specjalnie do serca jego ostrzeżeń, ponieważ ludzie często przereagowują, jak widzą dziecko. Jednak tym razem po dojechaniu na miejsce zrozumieliśmy, czemu nas ostrzegał.

żółte plaże na Fiordach Zachodnich w okolicy Latrabjarg
Fiordy Zachodnie to także plaże, ze zwykłym żółtym piaskiem

W życiu nie doświadczyliśmy silniejszego wiatru. W momencie, w którym wysiedliśmy z samochodu Mania zaczęła od razu płakać, nie była się w stanie wtulić w Karolę, żeby nie dosięgał jej podmuch wiatr. To właśnie ten moment, w którym należy sobie odpuścić. Podobnie jak w Chile gejzery, tak i teraz postanowiliśmy na zmianę zrobić zwiad po okolicy. Szczególnie, że jest to miejsce lęgowe dla tysięcy maskonurów. Maskonurów niestety nie zastaliśmy, ale 400 metrowe klify, spieniony Ocean i poczucie niesamowitej przestrzeni w pełni nam to wynagrodziły. Choćby tylko dla tego miejsca warto tam pojechać i stanąć nad „przepaścią”, choć przy tak silnym wietrze chyba bardziej odpowiednie słowo to „położyć się” :-).

KLIFY LATRABJARG – KONIEC EUROPY

klify Latrabjarg
Latrabjarg – Fiordy Zachodnie
Ogromne klify na Latrabjarg

No dobrze, ale robiło się już późno, a my wciąż nie wiedzieliśmy, gdzie będziemy spać. Zaraz obok Latrabjarg jest kemping. Mieliśmy nadzieję, że może właśnie tam, na dole, mniej wieje. Niestety myliliśmy się – namiot mógłby służyć jedynie za dobry latawiec. W przewodniku LP autorzy wspominają, że po drugiej stronie klifów jest niesamowita plaża, na której można się rozbić na dziko. Szybko sprawdziliśmy, że do tego miejsca mamy około 40 km górskimi drogami. Drogą eliminacji padło na pobliski hostel w Breidavik, oddalony o 12 km od Latrabjarg. Miejsce idealne, ponieważ maskonury mają w zwyczaju polować na otwartym morzu w ciągu dnia, a wieczorami wracać na ląd, a my planowaliśmy odwiedzić jeszcze raz urwiska około 22:00. Wcześniej jednak urządziliśmy sobie spacer po mokrej plaży. Mania już nie była zainteresowana zbytnio plażą, ponieważ smacznie spała sobie w nosidle.

Klify Latrabjarg
Latrabjarg

Niestety późnym wieczorem maskonury również się nie pojawiły :-(. Kładliśmy się spać troszkę zawiedzeni. Już więcej okazji nie będzie żeby zobaczyć te ptaki. Z drugiej jednak strony byliśmy bardzo zadowoleni z tego, co dziś udało się nam zobaczyć.

Latrabjarg, zółte plaże
Niesamowite plaże w drodze do Latrabjarg

ŻEGNAMY LATRABJARG

Kończymy naszą przygodę z fiordami zachodnimi, do stolicy mamy około 400 km i – zanim dotrzemy do Reykjaviku – możemy sobie pozwolić na jeszcze jeden przystanek. Niestety jeden dzień to za mało, żeby dojechać do Parku Narodowego Snæfellsnes. Musieliśmy zdecydować zatem gdzie wcześniej się zatrzymamy. Nie chcieliśmy zbytnio szarżować z ilością pokonanych kilometrów i nasz wybór padł na Stykkisholmur. Portowe, XIX wieczne miasteczko z kolorowymi domami w stylu norweskim. Ponownie nasz wybór okazał się bardzo dobry. Dość szybko znaleźliśmy sobie naprawdę niezłe miejsce do spania. Hostel Sjonarholl jest położony na wzgórzu z przyjemnym widokiem na port i całą okolicę. Początkowo mieliśmy zaszaleć i wyjść na kolację do restauracji. Przezornie jednak sprawdziłem jakie są ceny dań z menu. Skończyło się na tym, że ugotowaliśmy sobie kolację w hostelu :-).

Inne wpisy

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.