CZEMU PSY NIE LATAJĄ?

by Mario
Co zrobić z psem, kiedy ruszamy w podróż? Zapytaliśmy o to Dorotę Sumińską, człowieka-legendę, niezwykłą lekarkę weterynarii i autorkę książek o zwierzętach.
 
Makaron to ktoś więcej niż pies. To pełnoprawny członek rodziny. Po prostu jeden z nas. Towarzyszy nam niemal we wszystkim: jest naszym motywatorem, kiedy rano nie chce się wstać do pracy, pomaga Jaśkowi w nauce jedzenia, skrupulatnie łapiąc wszystko, co spada ze stołu. Jest nieustrasznonym strażnikiem, głośno ostrzegając przed potencjalnymi niebezpieczeństwami: podejrzanymi ruchami zasłonki na wietrze, nowym znakiem na drodze czy ptakiem, który niespodziewanie w środku nocy usiadł na parapecie.
20160927_218220160927_2188
Jeśli tylko możemy, zabieramy go ze sobą. W góry, do lasu (uwielbia!), nad rzekę (mógłby siedzieć w niej cały dzień), do przyjaciół. Czasem jednak wyjeżdżamy na długo i daleko. Na tyle długo, że zaczynamy już za nim tęsknić, kiedy pakujemy walizki. I na tyle daleko, że nie możemy wziąć go ze sobą.
Makaron wie, kiedy wyjeżdżamy bez niego. Siedzi wtedy smutny. Jest taki smutny i przygnębiony, że gdyby tylko mógł, zalałby swoimi psimi łzami całe mieszkanie. Pęka nam wtedy serce. Zaczynamy się zastanawiać… A gdyby tak zabrać go ze sobą? Zapakować do walizki i wyruszyć na drugi koniec świata? Czy byłoby to możliwe?
20160927_2198
20160927_2218
 
Postanowiliśmy zapytać. I to nie byle kogo. Człowieka – legendę. Prawdziwą wyrocznię w kocio-psich sprawach: Dorotę Sumińską – lekarkę weterynarii, autorkę książek i publicystkę.
 
Czy linie lotniczne lubią psy?
Dorota Sumińska: Niestety to, co linie lotnicze świadczą psim pasażerom, bardzo daleko odbiega od psich oczekiwań. Dlatego jestem absolutnie przeciwna temu, by zabierać psy na pokład samolotu. Chyba że wyjeżdzamy na stałe i jest to jedyna sposobność, żeby dostac się na miejsce.
Jak powinniśmy zatem zadbać o psa, gdy wyjeżdzamy?
Dom psa jest tam, gdzie jest jego opiekun. Z reguły pies bardzo chętnie podróżuje, dlatego też najlepiej wziąć go ze sobą. Nie ma problemu w zabraniu psa do autobusu czy pociągu (pod warunkiem, że od małego go do tego przyzwyczajamy). Niebezpieczeństwo pojawia się podczas podróży samochodem. W naszym kraju, jeśli zdarzy się wypadek, nie ma niestety wypracowanych standardów udzielania psom pierwszej pomocy lub opieki nad nimi, jeśli nie mają uszkodzeń na ciele. Nas karetka zabierze do szpitala, ktoś się nami zajmie, a zwierzęta bardzo często są pozostawione same sobie na miejscu wypadku.
Jeśli jednak nie możemy zabrać psa ze sobą, to polecam jedno – według mnie – najlepsze rozwiązanie. Jak wyjeżdżam, a podróżuję dużo i często mnie nie ma, zawsze zostawiam w domu obsadę ludzi, którzy dokonale znają moje zwierzęta, są przez nie bardzo lubiani i wiedzą o nich wszystko. Zwierzęta zostają we własnym domu, pod opieką ludzi, których znają. Tęsknią tylko za opiekunem, a nie za wszystkim, co było ich światem.
Podobnie my robiliśmy z naszym Makaronem – mieszkali u nas przyjaciele, rodzina. Ale nie zawsze jest taka możliwość.
Jeśli nie ma innego wyjscia, to najlpiej zostawić psa w miejscu, które zna, u ludzi, których lubi. Musimy się jednak liczyć z tym, że pies będzie rozpaczał. Pies to takie dziecko, które ma około dwóch lat. Można mu wytłumaczyć, ze mama czy tata wyjeżdżają, ale nie zmieni to wiele w poczuciu bezpieczeństwa, odczuwaniu opuszczenia. Dwuletnie dziecko można zostawić z ukochaną babcią, ale najprawdopodobniej wieczorem zacznie płakać, że chce do mamy. Dlatego też osoba, u której pies zostaje, musi bardzo uważać, żeby nie umożliwić psu ucieczki. Pies najprawdopodobniej będzie próbował zrobić wszystko, by znaleźć swojego opiekuna.
Najgorszym, choć czasem jedynym możliwym rozwiązaniem są psie hotele. Tam wszystko jest dla psa obce. Opiekunowie, miejsce, inne psy.  Traktujmy psa poważnie. On doskonale rozumie, co się dzieje i często wie więcej, niż się domyślamy.
Rzeczywiście tak jest – sami się o tym niejednokrotnie przekonaliśmy. Kiedy byłam w końcówce ciąży z Jasiem, nasz Makaron pierwszy zasygnalizował, że coś jest nie tak. Cały dzień chodził bardzo smutny, siedział przy mnie, kładł głowę na brzuchu i wyczekująco patrzył. Kiedy tego samego dnia pojechaliśmy na kontrolę do szpitala, okazało się, że Jasia trzeba jak najszybciej wyjąć, bo groziło mu niedotlenienie.
Wcale się temu nie dziwię. Pies oczywiście wie, że kobieta spodziewa się dziecka. Dlatego też uważam, że nie powinniśmy w jakiś specjalny sposób przygotowywać psa na pojawienie się kolejnego członka rodziny, przynosić pieluszek ze szpitala, wyprowadzać psa na spacer, kiedy wchodzimy z dzieckiem, itp. Wszyscy na świecie się rozmnażają. Psy są z nami od ponad 10 tysięcy lat i zdążyły się już do tego przyzwyczaić. Nie trzeba iść na specjalne szkolenie. Trzeba po prostu normalnie żyć.
 
Dorota Sumińska – lekarka weterynarii, pisarka. Autorka książek nie tylko o zwierzętach dla dorosłych i dzieci. Wydała także „Autobiografię na czterech łapach" i "Dalej na czterech łapach". Ostatnio ukazała się jej książka dla dzieci "Dlaczego hipopotam jest gruby?" (WL). W radiu TOK FM prowadzi audycję Wierzę w Zwierzę. Wegetarianka. Podwarszawski dom dzieli z dwudziestką zwierząt zabranych z niedoli.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.