Domki na wodzie – jedyne takie miejsce nad Bałtykiem

by Karo
Wyobraźcie sobie, że siedzicie pod kocem z kubkiem gorącej herbaty, w kominku wesoło buzuje ogień a za oknem słychać chlupot wody obijającej się o ściany. Przed chwilą gapiliście się na jeden z najpiękniejszych zachodów słońca, spacerowaliście po niemal pustej o tej porze roku plaży, wygłupiając  się z Waszymi maluchami.
 
Nie, nie jesteście na wypasionej barce gdzieś w holenderskim porcie ani na zacumowanej żaglówce w jakiejś tajskiej zatoce.
 
Witamy w Mielnie, w Domu na Wodzie na Jeziorze Jamno! Od Bałtyku dzieli Was niecałe 200 metrów, wokół panuje cisza i spokój, tylko podpływające od czasu do czasu pod okna Domku kaczki domagają się kolejnej porcji chleba. W planach macie wizytę w pływającej po jeziorze saunie (dorośli),  wycieczkę zaparkowaną pod Waszym prywatnym pomostem motorówką (dzieciaki + dorośli) albo spacer z psem wzdłuż Jamna. Następnego dnia rano czeka Was instagramowy wschód słońca nad jeziorem i śniadanie mistrzów w przyniesionym do Domku olbrzymim wiklinowym koszu. Brzmi jak bajka, prawda?
 
Pomysł na Domy na Wodzie (HT HouseBoat) narodził się stosunkowo niedawno. Właściciele chcieli stworzyć miejsce, które będzie odbiegać, zarówno standardem, jak i jakością obsługi, od większości tzw. nadmorskich kwater. W rezultacie powstało miejsce, w którym dba się o każdy szczegół pobytu gości: od powitalnego ciasta i wina, przez przysmaki dla czworonogów (Makaron już dawno nie był tak rozpieszczany), po potrzeby najmłodszych (fajnie zaprojektowany naturalny plac zabaw z tyrolką, trampoliną, ziołowym ogródkiem i drewnianymi przeszkodami). Poza nowoczesnymi, zaprojektowanymi w stylu skandynawskim, Domami na Wodzie, noc można spędzić także w mieszczących się obok, zbudowanych na wysokich palach Domach na Drzewie (następnym razem spróbujemy!).
 
 
Teren całego kompleksu jest ogrodzony, więc nie ma obawy, że bawiące się na placu zabaw maluchy wpadną do wody (trzeba uważać jedynie na kei i na pomoście, ale od czego są rodzice, prawda?) albo że dostanie się na jego teren przypadkowy przechodzień. Każdy domek na wodzie ma swój prywatny taras, z którego można karmić kaczki (Mania i Jasio byli wniebowzięci! Makaron żył w wiecznym stresie :), obserwować wschody i zachody słońca albo po prostu posiedzieć na leżaku popijając kawę.
 

Spacery na plażę

Z Domków na plażę jest około 200 metrów, czyli 5 minut na piechotę (nawet z dwójką maluchów i psem). Dzięki temu mamy dużą swobodę w przemieszczaniu się tam i z powrotem. Mogę się założyć, że wszyscy rodzice małych dzieci na pewno będą z tego faktu zadowoleni :). A plaża na granicy Mielna i Unieścia, gdzie mieszczą się Domki, jest naprawdę piękna: szeroka, czysta, z dobrze przygotowanymi ścieżkami rowerowymi  i biegowymi (wózki spokojnie dadzą radę) i promenadami. I choć w wysokim sezonie turystycznym miejsce to musi wyglądać zupełnie inaczej (parawaning, kebabing i wszechobecny zapach smażonych frytek), to i tak Bałtyk ma swój niepowtarzalny urok.
 

Wycieczka motorówką na jeziorze Jamno

Zarówno dla nas, jak i dla Mani i Jasia, motorówka okazała się być strzałem w dziesiątkę. Począwszy od tego, że pierwszy raz prowadziliśmy taki sprzęt, po niespodziewaną przyjemność z jazdy i frajdę, jaką nasze maluchy miały z „samodzielnego” kręcenia kółek na wodzie. Z pespektywy motorówki zupełnie inaczej też wygląda samo jezioro – dopiero wtedy widać, jak jest różnorodne i rozległe. Trochę tylko żałujemy, że nie mieliśmy wystarczającej ilości czasu popływać zacumowaną w marinie małą żaglówką – pewnie przyjemność z obserwowania okolicy byłaby jeszcze większa.
 

Port rybacki w Unieściu

Absolutne #mustsee Mielna. Ogromne kutry rybackie wyciągnięte na plażę chyba na każdym robią niesamowite wrażenie. Wokół roznosi się zapach smażonej albo wędzonej ryby, przy odrobinie szczęścia można zobaczyć rybaków w akcji. Mania i Jasio w ogóle nie chcieli z tej plaży wychodzić, z trudem wyciągaliśmy ich stamtąd na obiad (polecamy położoną w samym porcie Marinę Unieście – rewelacyjne świeże ryby). My zachwycaliśmy się niesamowitymi pomarańczowo-różowo-fioletowymi zachodami słońca.
 

Wycieczka do Kołobrzegu

Kołobrzeg to taki klasyk Zachodniopomorskiego. Mimo że nie jesteśmy fanami tego typu turystycznych miejscówek (o każdej porze roku są zatłoczone i pełne tzw. atrakcji dla turystów), to chcieliśmy pokazać Mani i Jasiowi jedną z ładniejszych latarń całego naszego wybrzeża. Dzieciaki się nie zawiodły – latarnia nie jest zbyt wysoka, nawet taki dwulatek jak Janek, z łatwością samodzielnie jest w stanie samodzielnie pokonać wszystkie stopnie. No i widok na port, Zatokę Pomorską i na miasto, który rozciąga się z samej góry też robi ogromne wrażenie.
 
 
Będąc w Kołobrzegu, przypadkowo odkryliśmy także coś, co spodoba się chyba każdemu dziecku (naszym podobało się baaaardzo!). Miasto myszy to takie małe gryzoniowe zoo, w którym można przyjrzeć się myszom z całego świata, poznając ich zwyczaje. Każde pomieszczenie zaprojektowane jest w inny bajkowy sposób, przez co przyglądanie się myszom jest jeszcze ciekawsze. Znajdziecie tam zarówno białe, łaciate i brązowe myszki, jak też te bardziej egzotyczne: z zakręconymi włosami, berberyjskie, bezwłose czy najmniejsze na świecie myszy pigmejskie.
 

Latarnia morska w Gąskach

Coś dla prawdziwych fanów morskiej architektury. Pomiędzy Kołobrzegiem a Mielnem znajdziecie zabytkową XIX-wieczną latarnię morską, jedną z najwyższych na naszym wybrzeżu (ponad 50 metrów). Na samą górę prowadzi prawie 200 krętych schodków a z góry rozciąga się malowniczy krajobraz.
 
 
Musimy przyznać, że do tej pory nie byliśmy zbyt wielkimi fanami polskiego wybrzeża, zwłaszcza tego w sezonie. Jednak po kilku listopadowych dniach spędzonych w tak niezwykłym otoczeniu chyba zmienimy zdanie… :). A jak jest u Was? Kochacie Bałtyk czy wolicie inne morskie kierunki?
 
 

********************************************************

Dołącz do nas!

⇒ Zapraszamy Cię do naszej grupy na Facebooku Aktywni Rodzice – co fajnego można robić z dziećmi, w której zarażamy energią do rodzinnego podróżowania i aktywnego spędzania czasu z dzieciakami. 

⇒ Możesz także polubić profil Our Little Adventures na Facebooku i obserwować nas na Instagramie

Bądźmy w kontakcie! smiley

 

 

3 komentarze

Julima Wrzesień 22, 2019 - 22:55

Domki niby nie kołyszą, ale ja pomimo, że nie mam choroby morskiej przez całe weekend umierałam w tym domku. Mdliło mnie bez przerwy, i wyjście na stały ląd nawet na chwilę było dla mnie cudownym uczuciem, pomimo ulewy:)

Reply
Natalia Listopad 7, 2018 - 16:30

Cudowności, chciałabym spędzić w tych domkach chociaż jedną noc! A kołysze?

Reply
Karo Listopad 7, 2018 - 16:53

Też się sami nad tym zastanawialiśmy 🙂 – nie kołysze :). Słychać tylko cały czas chlupot wody o śiany domku – większy lub mniejszy, w zależności od fal. Pozdrowienia!

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.