CZY SZCZĘŚLIWE SŁONIE ISTNIEJĄ?

by Mario
Wyobraź sobie, że widzisz małe słoniątko siłą odebrane matce. Przerażone zwierzę jest zamknięte w klatce. Klatka jest tak mała, że maluch nie może się ruszyć. Wiesz, że ostatni raz jadł i pił 3 dni temu. Jeśli domaga się jedzenia lub chce, żeby go wypuścić, jest dźgany metalowym ostro zakończonym prętem w czoło – tam, gdzie ma najdelikatniejszą skórę i gdzie boli go najbardziej. Jeśli pręt to za mało, można użyć prądu. Można dodatkowo skrępować nogi łańcuchem. Słoniątko piszczy z bólu.  Trzymane jest w klatce dotąd, aż mahout, jego właściciel „nie złamie”mu charakteru. Aż przestanie zwracać uwagę na cokolwiek. Dopiero potem można nauczyć go reagowania na komendy, pozowania do zdjęć, wożenia na grzbiecie turystów lub – w zamian za banany – malowania trąbą obrazków. Tak wyuczony słoń będzie dostawał drobne przysmaki – nagrody za właściwe wykonywanie poleceń. Niewyobrażalne okrucieństwo, prawda?
20161224_4256
20161224_4173
Na szczęście coraz częściej mówi się o tym, że za słoniową turystyką stoi coś więcej niż zwykła tresura tych zwierząt. Z danych zbieranych przez różne oragnizacje zajmujące się prawami zwięrząt wynika, że aż 40% słoniątek nie przeżywa pierwszego etapu „szkolenia”. Długotrwałe bolesne tortury sprawiają, że słonie nie tylko zapamiętują jak powinno się wykonywać polecenia. Zapamiętują, że kontakt z człowiekiem oznacza ból.
Bardzo często turyści, którzy „kupują” krótką przejażdżkę na słoniu, czasem połączoną z karmieniem i pluskaniem się z wodzie z tymi zwierzętami, po prostu nie zdają sobie sprawy, co kryje się za tym ładnym i miłym obrazkiem. Wydaje się, że przecież nic złego nie robimy. Po prostu na chwilę wsiadamy na grzbiet dużego majestatycznego zwierzęcia, które w zasadzie wydaje się zadowolone z bycia w centrum zaintresowania. Utwierdza nas w tym najczęściej jego opiekun, tłumaczący, że słonie, tak jak ludzie, lubią być chwalone i nagradzane, i że słonie to dobro narodowe Tajów i nikt by ich nie krzywdził.
20161224_421620161224_4181
Jednak słoń to zwierzę dzikie, które w swoim naturalnym środowisku raczej nie zajmuje się malowaniem obrazków czy grą w piłkę. Żeby słoń nauczył się robić te wszystkie rzeczy, musi zostać siłą odebrany od matki i przejść okrutny i długotrwały trening. Dodatkowo, kręgosłup słonia jest zbyt delikatny, żeby móc unieść cokolwiek, nie mówiąc już o wożeniu ludzi. Układ pokarmowy słonia został tak skonstruowany, że zwierzę musi dostarczać do niego jedzenie niemal cały czas. W rezultacie, jeśli słonie przez pół życia ciągną wielkie bele drewna czy wożą na grzbiecie turystów bardzo często chorują na różnego rodzaju zwyrodnienia kręgosłupa. Mają tez problemy z trawieniem, bo kiedy słoń pracuje, to nie je.
W Tajlandii populacja słonia w ciągu zaledwie stu lat zmniejszyła się prawie o 98% – według danych WWF dzikich słoni żyje tam teraz około 4000 sztuk (od 1200 do 2500 zwierząt wolnych, żyjących wyłącznie w Parkach Narodowych i 2800 słoni odebranych naturze). Słoń Azjatycki został wpisany na listę gatunków zagrożonych wyginięciem, we wszystkich krajach występowania. Więcej o traktowaniu słoni można poczytać m.in. na blogu W imieniu tych, co nie mówią oraz w tekście Katarzyny Boni.
20161224_418720161224_4226
Na szczęście w Tajlandii działa coraz więcej różnego rodzaju schronisk i sanktuariów dla słoni uratowanych z niewoli. Jednym z nich jest Hug Elephant Sanctuary, który mieliśmy okazję odwiedzić (raz jeszcze wielkie dzięki Jacku za pomoc!). Towarzyszyliśmy słoniom w ich codziennych zajęciach: poszliśmy z nimi na spacer do dżungli, karmiliśmy je, pomagaliśmy im się myć. Nic na siłę, wszystko działo się w ich naturalnym rytmie. I co najważniejsze, dowiedzieliśmy się, dlaczego tak ważna jest świadoma turystyka w Azji: że swoją bezmyślnością i zwykłą niewiedzą przyczyniamy się do makabrycznego procederu wykorzystywania tych zwięrząt.
Samo spotkanie z słoniami na pewno zapamiętamy na długo. Przede wszystkim, one naprawdę są ogromne! Wielkie, majestatyczne, a z drugiej strony niezwykle sprawne, szybkie i poruszające się z zaskakującą precyzją. Podczas karmienia doskonale wiedziały, która torba nie została jeszcze opróżniona, aktywnie domagajac się słoniową trąbą jedzenia, co natychmiast wzbudziło u Mani chęć jak najszybszego powrotu do domu (Tato, boję się! Chcę do Warszawy!), a u Mario skończyło się na odciśnięciu słoniowej trąby w każdym możliwym miejscu na koszulce J. Niesamowite było też spacerowanie z nimi w dżungli. Szliśmy krok w krok z Molly i Jimmim wąską ścieżką, niemal czując na plecach ich oddech. Fantastyczne, ale też trochę przerażające uczucie. Jakbyśmy byli z nimi poza czasem i przestrzenią, w zupełnie innej rzeczywistości. No i te oczy. Mieliśmy wrażenie, że słonie wiedzą o nas wszystko. To, co chcieliśmy im powiedzieć, i to, co staraliśmy się ukryć. Przedziwne, jedyne w swoim rodzaju doświadczenie.
20161224_4243
20161224_425120161224_4212_2
20161224_4259
Wizyta w Hug Elephant zmieniła w nas bardzo dużo. Przede wszystkim pokazała nam, że robiąc jedną małą rzecz, możemy rzeczywiście coś zmienić. Że od jednej z pozoru nic nie znaczącej naszej decyzji, zależy to, czy świat, na którym żyjemy będzie choć trochę lepszy, czy też wszystko pozostanie bez zmian. Tylko tyle i aż tyle.
I gdy ktoś pyta nas, czy w Tajlandii jeździliśmy na słoniach, to nawet nie musimy odpowiadać. Mania robi to za nas: „Przecież na słoniach jeździć nie wolno!”.

26 komentarzy

Ewa Styczeń 26, 2019 - 22:11

Byliście na całodniowej wizycie w sanktuarium czy tej pół dnia? Myślę pod kątem niemowlaka, czy nie będzie to męcząca wyprawa, cały czas w słońcu. Jak wasze maleństwo znosiło taką atrakcję?

Reply
Mario Styczeń 26, 2019 - 23:14

Byliśmy na calodniowej, ona się różni tym że rano jest po prostu karmienie sloni. jeśli chodzi o hug elephant to mało tam było slonca, było za to dużo komarów.

Reply
Kasia Węgrzyn Wrzesień 1, 2017 - 12:32

My bylismy w Kanchanaburi, tez zrobiło to na nas ogromne wrażenie.

Reply
Our little adventures Wrzesień 1, 2017 - 12:43

W sanktuarium dla słoni? Pamiętacie jak się nazywało? Warto podpowiedzieć innym :).

Reply
Kasia Węgrzyn Wrzesień 1, 2017 - 12:47

Tak, jak szukalismy sanktuarium, prawdziwego a nie pseudo to wyskakiwalo nam wlasnie Chiang Mai albo Kanchanaburi, wzielismy to drugie bo bylo nam blizej. Spędzalismy tam dzien, oczywiscie najpierw byla bardzo smutna część teoretyczna o tym jak traktuje się słonie w Tajlandi, historie tych co są u nich 🙁 ElephantsWorld บ้าน ช.ช้างชรา 🙂

Reply
Kasia Węgrzyn Wrzesień 1, 2017 - 12:55

Z reszta w styczniu tam wracamy, tylko teraz juz z dwójką maluchów, takze pewnie bedzie weselej 😉

Reply
Our little adventures Wrzesień 1, 2017 - 13:00

Kasia, to macie zagwarantowane! 🙂

Reply
Anna Dużyńska-Pucha Wrzesień 1, 2017 - 12:05

Dokładnie w tym samym miejscu byliśmy w tym roku i mamy identyczne przemyślenia <3

Reply
Our little adventures Wrzesień 1, 2017 - 12:12

Tak sobie myślimy, że czasem naprawdę wystarczy tak niewiele, żeby zmienić coś na świecie – większość zależy na nas samych, od tego, co każdy z nas, pojedynczy człowiek zrobi albo nie. Z czegoś zrezygnuje, doczyta, zastanowi się nad prostą konsekwencją działań. Smutne te ale jednoczesnie dające nadzieję :).

Reply
Karolina Kujawa Wrzesień 1, 2017 - 11:25

Danny Dąbrowski jeszcze troszkę i też tam będziemy

Reply
Danny Dąbrowski Wrzesień 1, 2017 - 11:27

♥️

Reply
Our little adventures Wrzesień 1, 2017 - 11:43

Pięknie, już Wam zazdrościmy! Też byśmy chętnie wrócili! 🙂

Reply
Our little adventures Wrzesień 1, 2017 - 11:43

Danny Dąbrowski 🙂

Reply
Kamila Lachera Wrzesień 1, 2017 - 11:11

też byliśmy w Chiang Mai. Niesamowite przeżycie i niesamowite emocje 🙂

Reply
Our little adventures Wrzesień 1, 2017 - 11:21

Oj tak, w ogóle cała północ Tajlandii robi ogromne wrażenie. I samo miasto, i góry i spotkania ze słoniami i wszystko inne. Co Wam utkwiło w pamięci najbardziej? Bo my chyba nie jesteśmy w stanie się zdecydować :).

Reply
Ania Macharzina Wrzesień 1, 2017 - 11:07

Jedno z najpiękniejszych wspomnień dla nas i naszych dzieci..Chiang Mai i oko w oko ze słoniem 🙂

Reply
Our little adventures Wrzesień 1, 2017 - 11:10

Tak :). Do tej pory mamy ciary na plecach na samo wspomnienie. Magiczna i majestatyczna chwila takie spotkanie :).

Reply
Ania Macharzina Wrzesień 1, 2017 - 11:12

Moja córka jak się czegoś boi, zawsze mysli o czymś miłym, co spowodowało u niej pozytywne emocje. Ostatnio wyciagali jej szwy z nogi i mówię jej „pomyśl o czymś miłym i nie będzie boleć”, na co ona „tak mamo, własnie myślę o słoniach w Chiang Mai” i wtedy wiem, że było warto!

Reply
Our little adventures Wrzesień 1, 2017 - 11:20

Aż mi łezka się zakręciła w oku, jak to przeczytałam :). Wzruszenie razy 100 <3. Dla takich chwil warto podróżować z dziećmi, prawda? 🙂

Reply
Ania Macharzina Wrzesień 1, 2017 - 11:22

Prawda, prawda !

Reply
Kasia Węgrzyn Marzec 13, 2017 - 08:35

Polecam jeszcze blizej bangkoku, podobne miejsce. Caly dzien wolontariatu i pracy z tymi cudownymi zwierzętami ElephantsWorld บ้าน ช.ช้างชรา

Reply
Iwona Orzechowska Marzec 13, 2017 - 08:05

Nie miałam pojęcia, że takie rzeczy się dzieją 🙁 strasznie to smutne 🙁

Reply
Our little adventures Marzec 13, 2017 - 08:15

No właśnie, w ogóle się o tym nie mówi, prawda?

Reply
Iwona Orzechowska Marzec 13, 2017 - 08:46

Widziałam jeden artykuł o tym co tak naprawdę stoi za rozwijającą się turystyką w Tajlandii, ale było to bardzo ogólnie napisane. Zawsze chciałam pojechać na słoniu, teraz wykreślam to z listy moich marzeń… jak ludzie mogą być tak okrutni? 🙁

Reply
Monika EmKa Marzec 13, 2017 - 09:21

Our little adventures Dobrze, że poruszyliście ten temat. Rzeczywiście mało się o tym mówi. Ja z tym tematem zetknęłam się niedawno w którejś z ksiązek Beaty Pawlikowskiej i dosłownie wstrząsnelo mną jak ludzie potrafią być okrutni dla słoni…Tylko tam o tym czytałam i teraz na Waszym blogu.

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.