Główna » Basia i rower – nowość naszej ukochanej serii o Basi + KONKURS!!!

Basia i rower – nowość naszej ukochanej serii o Basi + KONKURS!!!

by Karo

Basia uwielbia jeździć na rowerze. Ale perspektywa rowerowej podróży dookoła świata potrafi onieśmielić nawet tak odważną i przebojową pięciolatkę jak ona. A może ta podróż dookoła świata wcale dookoła świata nie będzie? Przed Wami Basia i rower – nowość naszej ukochanej serii o Basi!

Serię o Basi Wydawnictwa HarpersCollins Polska (wcześniej Egmont) zna chyba każdy. Nasze dzieciaki po prostu ją uwielbiają. Mamy całą półkę książek o Basi, dodatkowo Mania i Jasio słuchają audiobooków z jej przygodami (czytanych przez fantastyczną Marię Seweryn) a jak jeszcze im mało, to oglądają jej książkowe przygody na ekranie. Dlatego też, kiedy też dostaliśmy maila z Wydawnictwa, że na początku marca swoją premierę będzie miała Basia i rower, od razu wiedzieliśmy, że musimy ją mieć i o niej napisać. No bo przecież, skoro Basia ma wyruszyć w podróż dookoła świata na rowerze, to my – rowerowa rodzina – ruszamy razem z nią!

❥❥❥

Seria o Basi – kim jest Basia?

O serii o Basi pisaliśmy już kilka razy. Dodatkowo, podobno nasz dom jest jak dom z Basi (zobaczcie materiał na Ładnebebe), nic więc dziwnego, że nasze trzecie dziecko właśnie tak dostało na imię :). Seria książek Zofii Staneckiej i Marianny Oklejak jest z nami od 4 lat. Opowieści o zwyczajnej niezwyczajnej dziewczynce zagościły w naszym domu, kiedy Marianka zaczęła chodzić do przedszkola. Szukałam wtedy książek, które pozwoliłyby nam przepracować różne trudne emocje, pojawiające się u takich coraz bardziej samodzielnych i mających swoje zdanie maluchów.

Główna bohaterka serii, Basia, jest kochającym żelki przedszkolakiem z całym wachlarzem dziecięcych emocji. Rodzina Basi – starszy brat Janek i młodszy Franek + rodzice, jest taka jak większość z nas. Ma te same problemy, te same zmartwienia i rozterki. Dzieci są po prostu dziećmi, a rodzice zwykłymi, niewyidealizowanymi ludźmi, którzy chcą dla swoich dzieci jak najlepiej, ale nie zawsze im wychodzi. Czasem wygrywa zmęczenie, złość czy zniecierpliwienie. Książkowy świat nie jest cukierkowy. Ludzie, którzy otaczają rodzinę Basi są bardzo różni. Jedni ciepli i serdeczni, inni źli, aroganccy, krzywdzący innych. Dzięki temu, czytając wspólnie z dziećmi te różne historie, możemy je sobie bezpiecznie oswajać.

Nasze dzieci wspaniale odnajdują się w różnych przygodach Basi. Mania identyfikuje się z główną bohaterką, Jasiek raz myśli jak Basia, innymi razem przyjmuje perspektywę jej starszego brata, notabene, również Janka. Natomiast relacje starszaków z najmłodszym Frankiem, to wypisz-wymaluj relacje z naszą najmłodszą Basią. Bardzo gorąco tę serię polecamy!

❥❥❥

Basia i rower – co spotka Basię tym razem?

Najnowszej historia o Basi jest nam szczególnie bliska. Sami kochamy rowery i staramy się tą naszą pasją zarażać innych. Basię i rower polecamy szczególnie tym wszystkim, którzy większe rodzinne wyprawy rowerowe mają dopiero przed sobą. Książka będzie też idealnym prezentem dla początkujących małych rowerzystów – dzięki niej maluchy przekonają się, że także i one mogą przeżywać fantastyczne przygody rowerowe.

Rodzina Basi jedzie na weekend na wieś. Rodzice mają w planach wyprawę rowerową. Janek cieszy się, że będzie to wyprawa dookoła świata. A Basia… po prostu obawia się, że ona tak daleko pojechać nie da rady. Dziewczynka martwi się, że jej rowerek ma przecież małe kółka a dookoła świata to jest bardzo, bardzo daleko. A wiadomo, że dziecięce zmartwienia są jak czarne chmury, które potrafią zasmucić nawet najbardziej odważne maluchy.

Na szczęście z pomocą, jak zawsze, przychodzi mama, która niczym baśniowa czarodziejka, potrafi w taki sposób poprowadzić rozmowę z Basią, że to ten mały przedszkolak sam doszedł do wniosku, że nie ma się czego bać. Po raz kolejny – jak to w dobrze napisanych historiach dla dzieci (i nie tylko!) – okazuje się, że strach ma wielkie oczy. Ostatecznie Basia rusza w pełną ekscytujących przygód podróż. I nawet jeśli nie jest to wyprawa dookoła świata, to można na niej spotkać dzikie zwierzęta, tajemnicze kijanki w rzekach, a nawet najprawdziwszych piratów. Bo prawdziwa przygoda czai się tuż za rogiem. Trzeba tylko wyjść z domu.

❥❥❥ NIESPODZIANKA! RABAT + ROZDANIE ❥❥❥

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem HarpersCollins Polska, dlatego też mamy dla Was kilka niespodzianek. Po pierwsze, RABAT 35% NA CAŁĄ SERIĘ BASI. Kod BASIA35 ważny jest do najbliższego piątku, 12 marca, do północy. Wartość zamówienia obniży się po tym, jak kod wpiszemy w koszyku zamówień.

Po drugie, ROZDANIE KSIĄŻKOWE ❥. Mamy dla Was aż 5 kompletów po 3 książeczki o Basi (w tym Basia i rower oczywiście + coś dla starszaków i maluchów). Co trzeba zrobić, by dostać książki? Napiszcie w komentarzu pod tym postem, gdzie chcielibyście pojechać na wycieczkę rowerową ze swoimi dziećmi i dlaczego właśnie tam. Razem z Manią i Jasiem wybierzemy odpowiedź, która najbardziej spodoba się naszym dzieciakom. Na Wasze odpowiedzi czekamy do 12 marca (piątek) do godz. 16.00. Wyniki ogłosimy pod tym tekstem w piątek do 22.00. Powodzenia!

❥❥❥

Inne wpisy

25 komentarzy

Anna 12 marca, 2021 - 14:24

My jesteśmy rowerowo początkujący 🙂 A nasze podróże rowerowe muszę dostosować do możliwości członków rodziny i mierzyć siły na zamiary. Ale plan na ten sezon rowerowy jest już opracowany 🙂 Mój mąż niestety ze względu na chorobę nie może z nami jeździć na wyprawy rowerowe, ale wszystko da się poukładać i będę podróżowała z dziećmi ja, a mąż będzie nas dopingował i dbał o serwis rowerów 😉 Synek 5 lat od 7 miesięcy potrafi pedałować na dwóch kółkach, a córka 7 latka śmiga jak zawodowiec, ja na rowerze jeżdżę od 30 lat 🙂 Właśnie zakupiliśmy dla całej trójki nowe rowery, teraz jeszcze hak do samochodu i w drogę, zdobywać nowe doświadczenia. Plan jest taki, że w tym sezonie ja z córką robimy dłuższe babskie trasy, po lesie, za cel obrałyśmy Kampinos, a we trójkę, by poznać synka możliwości i wytrzymałość, a jednocześnie nie zrazić go, zdobywamy coraz to nowe cele w Warszawie. Pierwszy cel to Górka Szczęśliwicka, oddalona od naszego domu o 3,5 kilometra (po drodze mamy ścieżkę rowerową przy ruchliwej ulicy, wiadukt, na którym będzie trzeba popchnąć rowery pod górę). Także przygód, przeszkód i nowych doznań nie zabraknie. Po drodze naszych tras przygotowuję dla dzieci ciekawe przystanki, by opowiedzieć im o ważnych miejscach naszego miasta i opowiedzieć historię ich powstania. W planie mam do zdobycia z dzieciakami najwyższe szczyty stolicy – Koronę Warszawy, a na koniec sezonu dotrzemy rowerami nad Wisłę i zrobimy sobie piknik z grillem, hamakiem pomiędzy drzewami i gorącą czekoladą w termosie, zagramy w catch ball albo w chińczyka, zawiesimy sobie na szyi rowerowe medale i zaplanujemy kolejny sezon, mam nadzieję, że już gdzieś dalej w Polsce 😉

Reply
Karo 12 marca, 2021 - 23:45

Przepiękny plan – taki, jak lubimy najbardziej – zwykłe-niezwykłe przygody tuż za rogiem. Tam, gdzie czai się przygoda :). Poprosimy o podanie adresu i danych kontaktowych do przesłanie nagrody :): hello@ourlittleadventures.pl. Dziękujemy!

Reply
Marta 12 marca, 2021 - 13:58

My (rodzice) marzymy sobie o różnych kierunkach… Bornholm – bo tam nas jeszcze nie było, Węgry – bo spotkaliśmy tam tylu dobrych ludzi, nad Bałtyk – bo tam była nasza pierwsza wyprawa… Ale ostatnio spytaliśmy nasze dzieci gdzie chcieliby pojechać na następną wyprawę rowerową. Co im się marzy? Nasze dzieci chcą pojechać „nie wiadomo gdzie”. Ruszamy, na bieżąco decydujemy gdzie skręcamy, śpimy wtedy gdy nam się spodoba miejsce albo nogi odmówią dalszego pedałowania. To nam pokazało, że dla nich nie cel wyprawy jest najważniejszy, ale to że pedałujemy razem, całą szóstką 🙂

Reply
Zuza 11 marca, 2021 - 23:37

A ja wcale nie mam wygórowanych marzeń – wystarczy Kampinos, wycieczka pod Warszawę czy nad Wisłę. Do tego koc, przekąski i udany weekend murowany (no dobra kilka dramatów po drodze, tuż przed wyjściem stwierdzę, że to był fatalny pomysł i nigdy więcej nie piszę się na coś takiego; ktoś czegoś zapomni, ktoś się popłacze 🙂 Na rower nie wsiadłam od dwóch sezonów – najpierw ciąża, potem maluch przyklejony do piersi. Liczę, że ten sezon będzie nasz! Albo odrestaurujemy moją miejską strzałę, a może przesiądę się na szosę jak mąż? Chcielibyśmy żeby nasza czterolatka podobnie jak bohaterka książki – Basia, w tym roku pojechała sama na dwóch kółkach. Może uda się jeszcze kupić przyczepkę dla najmłodszej rowerzystki. I myślę, że nieważne gdzie i jak daleko, bo można i po podwórku – ważne że razem!

Reply
Ania 11 marca, 2021 - 14:18

Jesteśmy rodzinka rowerujaca i mamy za sobą już kilka rowerowych wypadow z dziećmi (aktualnie 4,5 latkiem oraz prawie 3 latka).
W zeszle wakacje było rowerownie przepięknymi szlakami Velo Dunajec dookoła Jeziora Czorsztynskiego, fragmentem EuroVelo po Mierzei Wiślanej oraz Kaszubskimi serpentynami. Naszym oryginalnym planem był wypad w Dolomity i nadal jest ale niestety będzie musiał poczekać pewnie jeszcze rok lub dwa.
Poki co w tegoroczne wakacje planujemy rowerownie malowniczymi ścieżkami Szkocji ( mieszkamy w UK więc to w miarę realny plan :)). Góry, jeziora i ocean czyli wszystkie elementy które kochamy najbardziej. Bardzo pieczołowicie przygotowujemy się na spotkanie potwora z Loch Ness bo on przecież istnieje, prawda?

Serii o Basi jeszcze nie znamy więc najwyższy czas nadrobić te zaległości. Starszy synek uczył się pedałować z Kicia Kocia a książeczka Basia i rower wydaje się idealna dla naszej 3latki która lada chwila przesiądzie się z rowerka biegowego na dwa kolka z pedałami.

Reply
Kasia 11 marca, 2021 - 13:14

Marzy nam się wspólna rodzinna wycieczka po trasach… dookoła naszego miasta. Nuda powiecie? To posłuchajcie! Wskakujemy na rowery – my rodzice, w foteliku roczny synek, a wraz z nami po raz pierwszy na 2 kółkach 5 letnia córa, i tuż za domem skręcamy przez pola w kierunku trasy rowerowej. Na łąkach niby nic, zboża i tyle? Otóż nie – tutaj płyniemy, jak żaglówki po zielono żółtym morzu, ścigamy się z wiatrem i ozdabiamy kaski kwiatkami rzepaku. Wjeżdżamy do lasu. A co ciekawego może być w lesie? Może stada prehistorycznych stworów i nieznane gatunki dinozaurów? Drzewa i ich gałęzie układają się w zaskakujące kształty, a pędząc ścieżką na rowerze wymyślamy, z czym nam się kojarzą i z której strony biegnie właśnie diplodok i triceratops.
Dojeżdżamy do pobliskiej stadniny, za płotkiem równolegle z nami biegną konie. A może to dzikie stado mustangów, a my właśnie zamieniamy się w Indian, którzy pędzą po stepach w blasku słońca? Indianka Szybka Strzała decyduje, że czas się posilić. Zatrzymujemy się przy rzeczce i wyjmujemy z plecaka niezawodne domowe placki z jagodami i bananami. Synek woła „kam kam plum!” i urządzamy wspólne rzuty kamyczkami do rzeki. Nasza drużyna rusza dalej, tym razem obieramy kurs na pobliskie jezioro, a w jego odnalezieniu pomagają nam tajne znaki napisane patykiem na ziemi i karteczki zawieszone na drzewach (które oczywiście zabieramy ze sobą). Zupełnie przypadkowo podpowiedzi napisane są taty pismem, a on sam pojechał pierwszy nieco wyprzedzając resztę ekipy:) Docieramy do celu naszej wyprawy. Bo czym byłaby wiosenna wyprawa rowerowa bez lodów!? Nad jeziorem czeka na nas ulubiona budka z rzemieślniczymi lodami, a potem powrót z kolejnymi niezwykłymi przygodami. Wracając nasza córka wyprzedza nas i woła „Zobaczcie, jestem jak Basia i super sobie radzę na 2 kółkach”. Jest z siebie dumna i pewna siebie. Mam nadzieję, że zapamięta tę wyprawę na zawsze.

Bo nie trzeba dalekich odległości, aby zaliczyć wielką podróż. Nie trzeba ogromnych starań, aby przeżyć wielką przygodę!

Reply
Karo 12 marca, 2021 - 23:48

Brzmi idealnie! 🙂 Piękna wyobraźnia! Poprosimy o podanie adresu i danych kontaktowych do przesłanie książki:): hello@ourlittleadventures.pl. Dziękujemy!

Reply
Łazarz 11 marca, 2021 - 11:41

Ja bym zabrał, a właściwie to zabieram, dzieci w podróż rowerową tam, gdzie wiatr przynosi na skrzydłach zapach przygody i wolności, gdzie ptaki dają koncerty, jakich nigdzie indziej nie można doświadczyć, gdzie mrówki w pocie czoła budują swoje domy, gdzie drzewa otulają swoimi grubymi konarami i opowiadają niezwykłe historie sprzed stuleci, gdzie woda w potoku szumiąc łagodnie, niesie życie tam, gdzie jeszcze go nie ma, gdzie zwierzęta bacznym wzrokiem obserwują przybyszy i witają ich w swoim domu, prosząc o uszanowanie ich terytorium, tam gdzie dzięcioł wystukuje rytm w korze drzewa, a niedźwiedzie leniwym krokiem przemierzają ścieżki. Jedziemy tam, gdzie nasz dom, ten wewnętrzny, pierwotny – do lasu, w góry – do natury.

Reply
Paulina 11 marca, 2021 - 00:35

Najlepsze miejsce na świecie na rowerową-bajkową podróż marzeń z naszymi dziećmi to Szwecja. Wycieczkę rozpoczęlibyśmy w Bullerbyn, Wojtek pogłaskałby Swipa, a Helenka Pontusa. Potem zjechalibyśmy z górki w kierunku Wielkiej Wsi, żeby kupić w sklepie u wujka Emila trochę ślazowych cukierków na drogę i kawałek kiełbasy, dobrze obsuszonej 😉 Następnie pomknęlibyśmy do małego, bardzo małego miasteczka, by zobaczyć Willę Śmiesznotkę i jej rudowłosą mieszkankę. Pippi zechciałaby zapewne jechać z nami, w końcu to ciekawsze niż nauka tabliczki schorzenia. Wsiadłaby więc na konia i jechała obok naszych rowerów. Odprowadziłaby nas aż do zagrody Kathult, gdzie zapukalibyśmy do drzwi drewutni w poszukiwaniu Emila ze Smalandii. Nasza wycieczka rowerowa zakończyłaby się w Sztokholmie, gdzie nad ulicami widzielibyśmy Karlssona z dachu, przelatującego do domu Braciszka. Może wypadłaby mu wprost do naszej sakwy jedna bułeczka z cynamonem, upieczona rękami Panny Cap. Ależ by to była wspaniała wycieczka, hejsan, hopsan. Nasze dzieci mogłyby poczuć się bohaterowie ksiązek Astrd Lindgren. I oczywiście mieliby czerwone rowery, takie na jaki zbierała Lisa…

Reply
Karo 12 marca, 2021 - 23:50

Mania uwielbia Dzieci z Bullerbyn (no i kiełbasę dobrze obsuszoną!), więc nagroda od Niej musi trafić właśnie do Was! 🙂
Poprosimy o podanie adresu i danych kontaktowych do przesłanie nagrody :): hello@ourlittleadventures.pl. Dziękujemy!

Reply
Michał 10 marca, 2021 - 21:14

Marzy nam się wyprawa na Suwalszczyznę. Kilka lat temu objeżdżaliśmy Suwałki we 2 i wymarzyliśmy sobie, że kiedyś wrócimy tam, ale może już we troje. Zwłaszcza, by razem z dzieckiem pokonać „Baśniowy Szlak Suwalszczyzny”. Bardzo chcielibyśmy pokazać naszej córeczce dzikie tereny Suwalszczyzny z perspektywy siodełka i zatrzymać się w 7 wioskach Bajek. Z przyjemnością zabralibyśmy ulubienicę córeczki – Basię ;-).

Reply
Ola Fasola 10 marca, 2021 - 17:46

Och Basia! Obowiązkowa lektura, a tu jeszcze w takim połączeniu. Ja odpowiem, nie gdzie chcemy, a gdzie mamy w planach. Tak nam się zamarzyło, żeby uciec tym razem na północ i przejechać dookoła Morza Bałtyckiego. Dlaczego tam? Bo jest spokojnie, bo jest mało ludzi, a dużo przyrody – a to lubimy najbardziej:D Bo w Finlandii jest Wioska Muminków, w Szwecji wioska Bullerbyn, w Norwegii trolle, a w Danii Legoland… Pewnie całości na rowerach nie uda nam się ogarnąć, bo młode nóżki pokonują dystanse dla nich odpowiednie, ale i w połączeniu z autem będzie moc zabawy, a przede wszystkim wspólny czas, na czytanie Basi też;)

Reply
Klaudia 10 marca, 2021 - 16:16

Tak naprawdę dopiero raczkujemy w temacie rodzinnych wyjazdów rowerowych. Ale jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia, a nasz zaostrzył się w ubiegłym roku kiedy to na rowerach z naszym 3 latkiem przemierzaliśmy Woliński Park Narodowy z nadzieją spotkania żubrów i Park Narodowy Ujścia Warty wśród istnej kakofonii dźwięków, wśród których dominowało gęganie i muuuczenie.
Teraz za to marzy nam się Roztocze, które wydaje się piękne i tajemnicze. Chcielibyśmy rowerami przemierzyć Roztoczański Park Narodowy, móc podglądnąć Koniki polskie, zakopać się na chwilę w piasku nad Stawami Echo, zobaczyć prawdziwe wodospady, a dopełnieniem tej podróży byłaby noc spędzona w prawdziwym skansenie w Zagrodzie Guciów. Nasz już teraz 4latek uwielbia stare domy, a noc w takiej chacie krytej gontem jest jednym z jego dziecięcych marzeń, które rozbudza się podczas każdej wizyty w jakimś skansenie i charakteryzuje się niechęcią do jego opuszczenia, więc czemu by nie zostać 😊 Już samo pisanie rozbudza we mnie zew przygody, a jak nieopatrznie przedstawiłam wizję Juniorowi, to codziennie pyta czy już wyjeżdżamy 😊

Reply
Agnieszka B. 10 marca, 2021 - 13:27

Rowerowe Podlasie marzy nam się….
Plany mamy superowe: zjemy kartacze,
Przewietrzymy głowę
I hen przed siebie pognamy,
Bo rowery ze sobą wszędzie zabieramy.
Rower to jest świat!
Mamy rację? Tak?
Na Podlasie więc wyprawa,
To jest fantastyczna sprawa!

Rodzice Wandzi i Stasia

Reply
Karo 12 marca, 2021 - 23:56

Rodzice Wandzi i Stasia, leci do Was nowa Basia! :)))
Poprosimy o podanie adresu i danych kontaktowych do przesłanie nagrody :): hello@ourlittleadventures.pl. Dziękujemy!

Reply
Anna L 10 marca, 2021 - 12:05

Nie przesadzę, jeśli powiem, że nasze chłopaki (4 i 2 lata) jeżdżą w przyczepce rowerowej niemal od urodzenia. Młodszy miał 8 tygodni, kiedy pierwszy raz zabraliśmy go na przejażdżkę, zakończoną spaniem w namiocie 🙂 Trochę już zjeździliśmy, głównie Polskę od gór po morze, w planach na najbliższe wakacje mamy trasy rowerowe w Niemczech (Funf Flusse Radweg), we włoskich Dolomitach czy na chorwackiej Istrii. Ale! Po ostatnich wakacyjnych rowerowych wojażach doszłam do wniosku, że… na tych wszystkich mapach, z których korzystamy, brakuje mi pewnego ważnego w podróży z dziećmi elementu. Placów zabaw! Dlatego jak tylko rozpoczniemy rowerowy sezon 2021, w planach mamy, poza zagranicą i trasami w Karkonoszach i Izerach, wszędzie, gdzie tylko będziemy, tworzyć alternatywną mapę – szlakiem (najciekawszych) placów zabaw, również tych stworzonych przy schroniskach górskich itp. Taką listę dziecięcych „MOR-ów” 🙂

Reply
Marta 9 marca, 2021 - 21:53

Prawie dwa lata temu spełniliśmy pierwsze dwukołowe marzenie rodzinne i w ekipie 2+1 (lat 1) przejechaliśmy szlakiem Greenvelo z Rzeszowa nad polskie morze.
Teraz w ekipie 2+2 chcielibyśmy zrobić coś równie pięknego. Polska nas zachwyciła, kusi nas szlak wokół Tatr (to może na rozgrzewkę) ale marzy nam się trasa Alpe-Adria. Natura. Góry. Woda. Cisza. I my – dwóch chłonących świat chłopaków Maksio i Mikołaj, którzy ufamy nie pozabijają się w przyczepce (DAJ PANIE BOŻE!), beztrosko pedałująca Matka Marta spragniona ciszy i człowiek-koń pociągowy, czyli nas niezawodny Tata Mateusz. 4 M na 4 kołach 🙂

Reply
Zofia 9 marca, 2021 - 16:56

Jak marzyć to z przytupem, szczególnie w takich czasach. Marzy się więc nam wyprawa rowerowa po Normandii. Rowery, morze, zamki, tajemnicze ruiny, małe wioski. Każdy z chłopców by miał coś dla siebie: starszak (7) – archeologiczne ciekawostki, młodszak (4)- piasek do tarzania się i budowania. „Basia i rower” na pewno by nam towarzyszyła przed wyprawą ( bo młodszak właśnie poznaje tajniki jazdy na rowerze z pedałami) i podczas wyprawy ( żeby przeganiać zmęczenie i zniechęcenie).

Reply
Ola 9 marca, 2021 - 15:42

U nas właśnie trwa przejście z biegówki na rower z pedałami. Bardzo trudno jest mi wybrać jedno miejsce, bo z chęcią ruszymy w dłuższą rowerową podróż, np. wzdłuż polskiego wybrzeża czy też wybranym odcinkiem Green Velo, a może Velo Czorsztyn. Może połączymy taką wyprawę z naszym pierwszym noclegiem pod namiotem… Chętnie też pojeździmy po lesie. Wszystkie te miejsca łączy jedno – NATURA! Kochamy spędzać wolny czas właśnie na łonie przyrody, więc chyba po prostu ruszymy przed siebie i zobaczymy, gdzie nas pedały poniosą 🙂

Reply
Kamila 9 marca, 2021 - 15:21

Kochamy Basię! Musimy tą część zakupić, bo córka ma 6 lat i nie może się przekonać do jeżdżenia na dwóch kółkach. Jest dzieckiem wysoko wrażliwym i wszystko rozkłada na części, analizuje, filozofuje, zamiast wsiąść i jechać. Jej młodszy trzyletni brat to typ harpagana, który na rowerku biegowym wyczynia takie rzeczy, że mi serce staje. Już miał zdarty nos, czoło, kolana niezliczoną ilość razy,ale go to nie zraża. Dostanie rower na dwóch kółkach „na zajączka” i myślę, że go szybko ogarnie i będzie mobilizacją dla siostry. Bo ta woli książki…może Basia też ją zachęci do tego pedałowania. A dlaczego mi na tym tak zależy…Moi rodzice kupili działkę nad morzem, na plażę 2 km, wokół wiele pięknych ścieżek rowerowych, jak jak marzę, aby pojeździć i pokazać to wszystko dzieciom. Sama na rowerze nie jeździłam 7 lat i chętnie bym do tego wróciła. Do przedszkola mamy daleko, podwożę ich autem w drodze do pracy. Ale widzę, że ludzie zostawiają rowery pod przedszkolem i potem na nich wracają. Mogłabym też tak robić jak kończę wcześniej:) Wiosna idzie! Chcę na rower!!! A że mieszkamy w mieście, gdzie powstała pierwsza w kraju velostrada, to aż się prosi aby jeździć i zwiedzać:)

Reply
Karo 12 marca, 2021 - 23:55

No to koniecznie Basia musi do Was zawitać! Jak nikt inny rozproszy wszystkie lęki i czarne chmury rowerowe nad córeczką :).
Poprosimy o podanie adresu i danych kontaktowych do przesłanie nagrody :): hello@ourlittleadventures.pl. Dziękujemy!

Reply
Ania 9 marca, 2021 - 14:14

Nasz (rodzinka 2+2) plan na wymarzoną wycieczkę rowerową to Mazury!! Wycieczka latem dookoła wielkiego jeziora, gdzie w każdej chwili można zrobić przerwę na kąpiel 🙂 bo to zaraz po rowerach dzieci kochają najbardziej. Po drodze na pewno nie raz uda nam się wypatrzeć sarenki, zające, żurawie nad wodą lub bobry budujące swoje żeremie. Wycieczka zaplanowana jest na kilka dni, nocować będziemy w namiotach, wieczór to czas na ognisko i łowienie ryb. Basię na pewno zapakujemy do plecaka 🙂

Reply
Lena 9 marca, 2021 - 13:36

Przygody Basi – to nam się nigdy nie nudzi! Uwielbiamy ją wszyscy – ja, mąż i nasza Łucja, bo każdy znajdzie tam coś o sobie 🙂 Pierwszym przypadkowym egzemplarzem była „ Basia i przedszkole”, bo szukałam czegoś, co właśnie oswoi lęki ( po czasie stwierdzam, że chyba głównie moje lęki ;P ). „Basia i rower” idealnie wpisuje się w nasze plany rowerowe, bo rowery lubimy już od dawna i jeździmy duuuużo. Kiedyś trochę nas stopowały nieprzychylne prognozy pogody i zapowiadany deszcz, ale odkąd podczas jednej z takich rowerowych wypraw ulewa zmoczyła nas nie pozostawiając suchej nitki, a nasza córka stwierdziła, że to była NAJLEPSZA wycieczka, to prognozy pogody w ogóle nie sprawdzamy 🙂 Jeśli chodzi o plany rowerowe, to w tym roku wybieramy się nad morze i jadąc z Władysławowa chcemy dojechać na Hel 🙂 Czy boję się, że 7latka nie dojedzie? Nieszczególnie, bo zawsze mamy przymocowany dyszel do ojcowskiego roweru i jak 7latka nie da rady, to tata jakoś utarga dwójkę 😀 😀 😀

Reply
Agnieszka 9 marca, 2021 - 12:44

Aaaa, koniecznie do kupienia! Basia towarzyszy Małgorzatce od czasów jeszcze przed przedszkolnych. Naszym pierwszym tomem była „Basia i wyprawa do lasu”, wydana przy współudziale Lasów Państwowych, a obecnie mamy na półce całą serię plus inne książki o Basi. Małgorzatka już wprawdzie po przedszkolu, ale książki o Basi u nas ciągle na tapecie. A rowerowe przygody Basi na pewno nam się przydadzą, bo może zachęcą małego uparciucha do rowerowania, bo niby jeździ, niby umie, ale jakoś tak bez entuzjazmu. I jak może to wybiera hulajnogę. Dzięki za cynk o nowej części! 🙂

Reply
Magda 9 marca, 2021 - 12:26

Uwielbiamy Basię i uwielbiamy rowery! Jest nas (od niedawna) pięcioro – rodzice, Hela (7), Tadzik (4) i najmłodszy Jerzyk (4 tygodnie). Czekamy niecierpliwie, aż Jerzyk będzie mógł wskoczyć do hamaka w przyczepce. Tadzik swoją przygodę rowerową rozpoczął, jak miał 6 tygodni, więc niewiele brakuje 😉 Nasza ulubiona rodzinna wycieczka rowerowa to tygodniowy rajd rowerowy z namiotami po Warmii, który zrobiliśmy 2 lata temu. Najfajniejsza wtedy jest swoboda i dreszczyk niepewności, gdzie będziemy spać każdego dnia. I gdy znajdziemy piękną polanę w środku lasu, to możemy tam po prostu zostać. Dodając do tego ogniska, kąpiele w rzekach i jeziorach, jedzenie jagód, patrzenie w gwiazdy i spanie w namiocie, mamy wakacje idealne. Kolejna taka przygoda marzy nam się na Wschodzie Polski – na Podlasiu lub Roztoczu. Najlepiej w towarzystwie zaprzyjaźnionych innych rodzin rowerowych, bo im więcej tym weselej 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.